Szukam
Z
Do


Znajdź
firmy transportowe
Portal miesięcznika Rynek kolejowy
banerozptd
Transport
Reklama
Reklama

Reklama
Ad ACTA… Email

piotr sikorski…mam nieprzepartą ochotę odesłać ten wykreowany w sieci spór i te marnujące, przede wszystkim, swój własny czas demonstracje przeciwko jakiemuś lękowi i jakiejś groźbie ograniczenia, a tak właściwie to nie wiadomo przed czym. Jak zwykle w takich sytuacjach część zaangażowanych bawi się świetnie, bo „są ACTA, jest impreza”, a wypromowani przez merytoryczną opozycję na patriotów kibole znów po hasłem o matole (tym razem prezydencie) po raz kolejny usiłują organizować zadymy bijąc pianę i kogo popadnie.

 

 

 

 

 

 

      Znowu zadziwia mnie to, że rząd doskonale (w przeciwieństwie do posłów i europosłów merytorycznej opozycji oraz Marka Migalskiego, którzy też głosowali za przyjęciem tego porozumienia, ale nie wiedzieli o czym to jest, bo nie czytali), wiedząc o czym mówią ACTA, nie dzielili się tą wiedzą ze społeczeństwem. Rozumiem, że biciem piany i grzaniem atmosfery zainteresowane są media, bo mają hedlajna (ostatnio obowiązuje nawet uporczywe pytanie o to, kto ma ponieść konsekwencje, choć jeszcze nie wiadomo za co, a uchylanie się od odpowiedzi na nie jest – dla dziennikarza prowadzącego program dezinformacyjny – medialnym dowodem braku otwartości, a dla mnie odpornością na bzdurę). Podobnie było przy ustawie refundacyjnej, którą ACTA odesłały ad acta sporów społecznych, co zresztą jest zgodne z ich cyklem żywotności, który w XXI wieku zbliżył się do cyklu żywotności łątki.

     Kilka faktów po medialnych fACTAch hipotetycznych. Hasło ACTA utworzono w polskiej Wikipedii już 07.11.2009 r. Nagi tekst tego obraźliwego dla moralności publicznej, która nie uznaje prawa własności, ACTU jest dostępny, także w języku polskim, co najmniej od września 2010 r. W społeczeństwie demokratycznym każdy odpowiada za swój los i dlatego sam musi się interesować tym, co się dookoła niego dzieje. Musi znać swoje prawa, jeżeli chce ich bronić przed instytucjami państwa, które mogą stosować prawo niezgodnie z jego literą (co nie oznacza, że ludzie, którzy to robią z niewiedzy lub ze złej woli są częścią ACTA).

     Konsultacje społeczne (ostatnio modny zarzut niedopełnienia wynaleziony z braku innych) prowadzi się ze zorganizowanymi grupami społecznymi, a konsultacje z suwerenem, czyli wszystkimi obywatelami nazywają się „referendum”. Jeżeli internautów obchodzi, jak będzie cywilizowana sieć, to mogli zacząć od hasła w Wikipedii już ponad 2 lata temu. Jeżeli wcześniej nic nie zrobili, to też nie jest jeszcze żaden wstyd, bo dokument nadal jest dostępny i można go przeczytać ze zrozumieniem. Jeżeli nie przeczytali, a mimo to demonstrują na ulicach, to dali się zwyczajnie zrobić w oburzonych, a co najzabawniejsze, to nie bardzo wiadomo przez kogo. Wychodzi na to, że przez samych siebie, czyli wynaleźli takie społeczne perpetuum mobile na ACTA.

     W przeciwieństwie do posłów merytorycznej opozycji i większości dziennikarzy mediów głównego i pobocznych nurtów (być może też czytali, ale gorące story jest takie, jak widzimy, więc to nie ma żadnego znaczenia) 23.01.2012 r. zadałem sobie trud przeczytania porozumienia ACTA, w tej wersji, która została 26.01.2012 r. podpisana, w imieniu Rzeczypospolitej, przez polskiego ambasadora w Japonii (a było to możliwe dlatego, że rząd knuje i ukrywa). W obszarze uregulowań celnych nie znalazłem w ACTA żadnego aktu, który nie byłby zapisany w polskich i unijnych regulacjach już co najmniej 10 lat temu.

     W obszarze uregulowań dotyczących prawa własności, także intelektualnej, nie znalazłem w ACTA żadnego aktu, który nie byłby, nawet w surowszej wersji, zapisany w obowiązującym od lat w naszym kraju prawie. To oznacza, że podpisanie umowy ACTA nie pociąga za sobą zmian w naszym prawie.

      Patrząc na dym z ACTA dochodzę do wniosku, że jako obywatel wolnego kraju powinienem zapamiętać nazwiska tych wszystkich moich przedstawicieli, którzy głosują za czymś, czego nie czytali, choć to, być może, byłbym skłonnym im wybaczyć, ale tego, że poza podwieszaniem się pod protest z własnej winy niezorientowanych nie zrobili nic, z pewnością nie.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Całość przeczytasz w numerze 6/2012

Zamów prenumeratę Polskiej Gazety Transportowej już dziś! Kliknj na ten tekst!