Szukam
Z
Do


Znajdź
firmy transportowe
Portal miesięcznika Rynek kolejowy
banerozptd
Transport
Reklama
Reklama

Reklama
20.05.2012. | Aktualności Aktualności Archiwum Mobilis wystartował w Holandii
Mobilis wystartował w Holandii Email

01-2012-03

Największy zagraniczny przetarg usługowy polskiej firmy

 

221 autobusów marki Scania, należących do polskiej spółki Mobilis, codziennie, od 11 grudnia, wozi pasażerów z położonego na północ od Amsterdamu regionu Waterland (16 gmin) do centrum aglomeracji.

     Kontrakt zawarto na 8 lat (z możliwością przedłużenia do 10), wart jest 2 mld zł. Jest to największy przetarg usługowy wygrany przez polską firmę poza granicami kraju. Mobilis pokonał w wyścigu o przetarg największych europejskich przewoźników.

     Z okazji inauguracji, w sali recepcyjnej dworca głównego w Amsterdamie (obok dworca autobusowego) odbyła się uroczystość, którą prowadził John J. Ten, członek zarządu EBS. Przybyli przedstawiciele miasta, Zarządu Transportu Regionu Amsterdamskiego, izraelskiej grupy Egged (piąty na świecie przewoźnik miejski), Mobilisu – na czele z prezesem Eugeniuszem Szymonikiem oraz firm, które obsługiwały kontrakt. Każdy z obecnych otrzymał liczący 257 stron rozkład jazdy (Lijnnenkaart 2012 Waterland) wraz z dokładnym planem oraz pendrive w kształcie autobusu z logo EBS.

     Mobilis założył w Amsterdamie w 100% polskie przedsiębiorstwo na bazie prawa holenderskiego, które istnieje dopiero od listopada 2010 r. i nazywa się EBS Transportation BV (Szymonik jest też członkiem zarządu EBS). To właśnie pod jego szyldem odbywają się przewozy. „Nie kupowaliśmy żadnego z już istniejących przedsiębiorstw, chcieliśmy je zbudować od podstaw, po swojemu” – mówi wiceprezes Dariusz Walaszczyk.

    Zdecydowano się na autobusy Scanii, w przeważającej mierze wyprodukowane w Słupsku. Koszt wszystkich pojazdów wyniósł 60 mln euro. Holendrzy postawili niezwykle wysokie wymagania, specyficzne dla określonych linii i pasażerów. Na dwóch liniach, o podwyższonym standardzie obsługi (m.in. wi-fi w pojazdach) chcą bowiem przyciągnąć do transportu miejskiego ludzi zasobnych, mieszkających na północnych obrzeżach Amsterdamu. Nic więc dziwnego, że informatyka w jednym autobusie kosztuje 45 tys. euro.

     Jaki tabor. Autobusy duże z zdecydowanej większości pochodzą ze Słupska: 12-metrowe – 36 sztuk, 12,7-metrowe – 103, 18-metrowe – 25 (w sumie 164 sztuki), jedynie 47 pojazdów jest z Chin. Małe natomiast to Mercedesy Sprintery City – 7 sztuk oraz 3 austriackie taxi busy Kutsenis, produkowane na bazie Volkswagena.

     Kierowców oraz mechaników przejęto z Arrivy, która przegrała przetarg na rzecz Polaków (panuje tu taki, mądry skądinąd, zwyczaj, który, rzecz jasna, nie dotyczy kadry zarządzającej). W przeddzień inauguracji była mała obawa o zachowanie kierowców holenderskich, ale następnego dnia wszyscy zjawili się w komplecie.

     W polskim kierownictwie żartowano nawet, że dla ich mobilizacji może należało przywieźć kilku szoferów znad Wisły.

     Dlaczego Holandia? Na to pytanie odpowiedział mi w Amsterdamie prezes Szymonik: „Dlatego, że jest to kraj bardzo przyjazny inwestycjom w przewozy miejskie i podmiejskie. Ponadto panuje tam wielka dbałość o ochronę środowiska – wprowadza się wszelkie możliwe udogodnienia dla transportu publicznego”.

     Mogliśmy to obserwować, jadąc autobusem na uroczystość z hotelu do Amsterdam Central Station. Bus-pasy to już norma, ciekawszym rozwiązaniem są systemy informatyczne, umożliwiające autobusom natychmiastowy przejazd przez skrzyżowanie. Zbliżając się do świateł wysyła on bowiem sygnał, powodujący zapalenie się czerwonego światła dla wszystkich pozostałych kierunków, a zielone dla siebie.

     To nie koniec. „Holandia, bardzo wymagający i nasycony usługami przewozowymi rynek to dla nas doskonały sprawdzian, któremu musimy sprostać. Od tego zależy bardzo wiele. A mamy bardzo ambitne plany. Przymierzamy się do kolejnych przetargów w Holandii, ale także w Czechach, Francji i Szwecji” – mówi wiceprezes Dariusz Załuska.
Tekst i zdjęcie: Krzysztof Koprowski

Całość przeczytasz w numerze 1-2/2012