20.05.2012. |
| Co z usługą powszechną? |
|
|
Okrągły stół „PGT” Komercjalizacja Poczty Polskiej i zbliżający się termin liberalizacji rynku pocztowego spowodowały falę dyskusji nad przyszłością całej branży.
I my podczas ostatniej, 12. Debaty „okrągłego stołu”, która odbyła się w redakcji „PGT” 28 września, postanowiliśmy skoncentrować się na tym temacie.
O zmieniającym się zapotrzebowaniu na usługi pocztowe i paczkowe, wpływie kryzysu na rynek pocztowy oraz konieczności zmian w prawie rozmawiali: Alina Kępczyńska, dyrektor Biura Regulacji Prawnych Poczty Polskiej; Rafał Brzoska, prezes spółki InPost i Grzegorz Ignatowicz, członek zarządu PAF Operator Pocztowy.
Moderatorem dyskusji był Aleksander Domaradzki, partner w DGL Polska, Doradztwo Gospodarcze i Logistyczne.
Do debaty komentarz napisał Karol Krzywicki, dyrektor Departamentu Pocztowego Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Aleksander Domaradzki: Czy spowolnienie gospodarcze uderzyło w usługi pocztowe?
Alina Kępczyńska: Tak, kryzys ma przełożenie na spadek zapotrzebowania na te usługi, a rynek pocztowy ma ścisłe powiązanie ze wzrostem PKB. Już widać, że wyniki Poczty Polskiej będą niższe niż w zeszłym roku. Mniejsze niż w poprzednich latach są przychody i wielkość przesyłek. 2009 r. jest pierwszym rokiem kryzysu, który może odbić się na sferze usług pocztowych – wielkość wolumenu zmniejszyła się w każdym regionie.
AD: Czy dotyka to każdy przedział wagowy czy jakiś określony rodzaj przesyłek?
AK: Przedział wagowy do 50 g jest największym, obejmującym 80% przesyłek i tu każda zmiana jest najbardziej odczuwalna.
Grzegorz Ignatowicz: U operatorów alternatywnych, gdzie wolumen jest nieporównywalnie mniejszy niż u operatora narodowego – u nas wynosi 1 mln sztuk miesięcznie – widać wzrost liczby przesyłek, i to z miesiąca na miesiąc. Klienci uciekają od operatora narodowego do prywatnych operatorów alternatywnych.
Rafał Brzoska: Wzrost InPostu odbywa się kosztem PP. Kryzys działa na naszą korzyść, gdyż klienci, chcąc zaoszczędzić, negocjują ceny. Z nami wychodzi im to lepiej niż z PP, gdyż mamy niższe koszty doręczania przesyłek.
A jeszcze rok temu wszystkim się wydawało, że w skali globalnej polski rynek pocztowy, z racji niedoszacowania, będzie rósł, a tymczasem spada. Trend wzrostu przesyłek odwrócił się na stałe. Według statystyk UPU (Powszechnego Związku Pocztowego), od 2003 r. na świecie nastąpiło odwrócenie korelacji między wzrostem PKB a wzrostem liczby przesyłek, z dodatniej na ujemną. Teraz spadek liczby wysyłanych listów jest stały, choć – w zależności od dynamiki PKB – czasem szybszy, czasem wolniejszy.
W zeszłym roku w Europie aż 64% krajów zanotowało spadek przesyłek, 15% – wzrost. Reszta utrzymuje się na tym samym poziomie. Na liczbę wysyłanych listów ogromny wpływ ma to, że wiele firm, nie pytając klientów o zdanie, przestaje drukować faktury i wysyła e-faktury. Ta tendencja jest dużym zagrożeniem dla rynku.
AD: Od jakiegoś czasu, na rynku C2C listy drogą pocztową wysyłane są tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Korespondencja w dużej mierze odbywa się drogą mejlową. Czy w wypadku B2C i B2B widzicie powody, dla których wolumen spada, poza e-fakturowaniem i wysyłaniem wyciągów mejlem?
GI: Według raportu przygotowanego dla UE w 2006 r., B2C zajmuje 80% rynku, a klienci odstępują od tradycyjnej formy korespondencji, bo jest za droga i dociera zbyt późno.
AK: Przesyłki B2C dotyczą określonych obszarów – są to przesyłki miejscowe albo wysyłane w danym rejonie, więc firmy często tworzą własne służby doręczeń, bądź doręczają je przez pracowników. W ten sposób ograniczają koszty.
GI: Firmy wolą jednak instytucjom doręczać przesyłki przez operatorów prywatnych niż same, bo to tyle samo kosztuje, a kłopotów jest mniej. Wybierają operatorów prywatnych, a nie PP, bo cena jest niższa o 40%. Nie od razu fakturę papierową zastępują elektroniczną, bo wysyłanie e-faktury nie jest zgodne z prawem.
AD: Mimo że klient ma prawo odmówić e-faktury, to uważam, że i tak e-fakturowanie będzie miało znaczny wpływ na przesyłki B2B czy B2C. Ale co będzie się działo na rynku paczkowym? Moim zdaniem, największy wpływ na ten rynek ma boom sklepów internetowych, które korzystają z usług pocztowych lub kurierskich. Czy to jest rynek, który PP będzie atakowała?
AK: Nie będziemy podejmowali specjalnych działań poświęconych temu segmentowi rynku, choć ma przyszłość. Problemem są niejednoznaczne przepisy, powodujące duży przepływ paczek z rynku paczkowego do parapaczkowego. Często z usług pocztowych wyłączane są paczki przesyłane łącznie z dokumentami, w tym zakupy internetowe, gdyż z taką przesyłką zazwyczaj przychodzi faktura.
W praktyce paczki pocztowe raz zaliczane są do rynku KEP i liczone są jako przesyłki kurierskie, innym razem wchodzą w zakres usługi powszechnej realizowanej przez operatora wyznaczonego, którym jest PP. Do tego, poza rynkiem pocztowym, istnieje rynek przesyłek dostarczanych w oparciu o prawo przewozowe. Regulacje nie zakreślają ścisłej granicy między jednym a drugim obszarem.
AD: Czy Pani zdaniem, niejasne przepisy dotyczące paczek powodują, że obszar zastrzeżony dla Poczty, atakowany jest przez innych operatorów?
AK: Obszar paczek pocztowych nie jest zastrzeżony, ale wchodzi w zakres usługi powszechnej i PP ma obowiązek przyjmowania wszystkich paczek, na terenie całego kraju.
W definicji zawartej w prawie pocztowym paczką pocztową jest przesyłka przyjmowana przez operatora publicznego, czyli PP.
Rodzi się tu pytanie: Co w takim razie przyjmują inni operatorzy? W praktyce są to również paczki, jednak często – jeżeli jest to korzystne – przyporządkowywane są innym regulacjom prawnym, np. prawu przewozowemu. Nasze przepisy nie segmentują tego w sposób właściwy i – niestety – najprawdopodobniej nic w tym zakresie nie zostanie zrobione. Jeśli dalej tak będzie, nadal będziemy operowali pojęciami umownymi, bo nikt w dalszym ciągu nie będzie mógł określić, gdzie się kończy usługa powszechna, a gdzie zaczyna kurierska, gdzie stosuje się prawo pocztowe, a gdzie prawo przewozowe i jakie są różnice.
AD: Czy obecna sytuacja działa na niekorzyść operatora narodowego?
AK: Na niekorzyść wszystkich operatorów działa wyłączenie spod usługi pocztowej przesyłek, w których dostarczane są towary razem z dokumentami – może ją świadczyć każdy operator. Jest to niekorzystne przede wszystkim dla klientów.
RB: Z punktu widzenia konsumenta nie ma znaczenia, czy jest to paczka pocztowa czy przesyłka kurierska. Jemu zależy, żeby przesyłka dotarła na miejsce za jak najniższą cenę.
Rynek paczkowy, szczególnie w Polsce, rośnie bardzo dynamicznie, mimo spadku wolumenu listów. Dwukrotny wzrost liczby paczek obserwowany jest na całym świecie, w Polsce e-commers wzrósł o 40%, do 11 mld zł. Po pierwszym półroczu badania firm monitorujących pokazują, że niezależnie od kryzysu, wzrost wyniesie 30%. Widać więc duży potencjał.
Dlatego zdecydowaliśmy się zainwestować w ten segment. Na tej nodze chcemy budować biznes pocztowy, a nie w oparciu o przesyłki listowe. Rynek listów, zwłaszcza nadań masowych, będzie kurczył się w zastraszającym tempie.
GI: Na rynku paczek, ze względu na wysoką cenę, wielu klientów rezygnuje z usług kurierskich i wybiera operatorów pocztowych. Innowacyjnym rozwiązaniem jest sieć paczkomatów, tworzona przez InPost.
Mam nadzieję, że Polacy nie będą ich psuć. Nie zastąpią one jednak sieci placówek, które będą wydawały paczki. PP ma tutaj dużą przewagę, posiada około 8 tys. punktów odbioru.
AD: Komercjalizacja otworzyła PP możliwość zmian w funkcjonowaniu urzędów. Czy będziecie bardziej elastyczni i oferowali to, co chcą klienci. W wielu wypadkach punkt odbioru otwarty jest od godz. 7.00 rano do 16.00 lub 18.00, co dla ludzi pracujących nie jest wygodne. Czy chcecie coś z tym zrobić?
AK: Komercjalizacja nie jest panaceum na wszystkie bolączki, ale daje możliwości bardziej elastycznego zarządzania i korzystania z mechanizmów, co nie było możliwe w przedsiębiorstwie państwowym, z racji uwarunkowań prawnych. Jeśli chcemy funkcjonować, musimy dostosować sieć i strukturę do potrzeb klientów. Zgadzam się, że wyjście listonosza w rejon w godzinach pracy odbiorcy przesyłki nie jest racjonalnym rozwiązaniem, bo wtedy skuteczność doręczania jest bardzo niska, a potem przy okienkach pocztowych tworzą się kolejki. PP będzie tu stopniowo wprowadzać zmiany. Być może, że w godzinach przedpołudniowych, listonosz będzie doręczał emerytom przekazy pieniężne, a w godzinach popołudniowych inne przesyłki.
Największym problemem PP jest utrzymanie gotowości do świadczenia usług pocztowych przez pięć dni w tygodniu. Operatorzy alternatywni, jeśli nie mają możliwości doręczenia, mogą odmówić przyjęcia przesyłki lub podać klientowi cenę zaporową. Poczta nie, bo złamałaby prawo. Musi utrzymywać placówki pocztowe i służby doręczeń bez względu na to, czy przesyłki będą codziennie czy raz na miesiąc. Na szczęście, placówki, gdzie przesyłek jest mało, coraz częściej czynne są dwie godziny dziennie, a listonosze pracują wtedy, gdy jest to potrzebne. Nie można jednak ograniczyć pracy np. do dwóch dni w tygodniu, choć wiążą się z tym ogromne koszty.
GI: Tańsze jest tworzenie sieci placówek franczyzowych, co praktykuje PAF. Jeśli chcemy doręczać paczki i świadczyć usługi pocztowe, jak przyjmowanie płatności, to sieć jest niezbędna. Do końca roku chcemy mieć około 650 placówek podłączonych do systemu. Docelowa liczba to 2,5 tys.
AK: PP już od wielu lat przechodzi na agencje. Jednak założenie agencji możliwe jest tam, gdzie jest duży rynek i duża liczba przesyłek.
Na terenach wiejskich większość tych placówek jest deficytowa, więc do nich dopłacamy.
Nikt nie będzie świadczył usługi za darmo, musi mieć prowizję, a w małej miejscowości na prowizji od usług nie zarobi. Agentowi trzeba więc również płacić za gotowość do świadczenia usług.
GI: Tak, o ile ma usługi typowo pocztowe, a może też świadczyć dodatkowe. U franczyzobiorcy liczy się nie tylko prowizja od paczki, ale także to, że klient może dodatkowo zrobić inne zakupy.
AK: Gros placówek mamy na terenach wiejskich, gdzie nie ma żadnego biznesu do zrobienia. 60% placówek PP jest nieefektywna.
GI: Na wsi nie otwieramy placówek. Ludzie ze wsi przynajmniej raz w tygodniu jeżdżą do gminy i tam mogą odbierać przesyłki.
AK: Istotą usługi powszechnej jest to, aby zapewnić dostępność każdemu klientowi w określonym punkcie dostępu, a te punkty dostępu i ich gęstość są dla PP ściśle określone w przepisach prawa.
AD: Czy wprowadza się mobilne urzędy?
AK: Przepisy nie ograniczają takiej możliwości. Dyrektywa i nasze przepisy nie mówią, czy placówka ma być stała, czy może być czynna np. tylko godzinę dziennie i czy może obsługiwać ją tylko listonosz z samochodu. Wymogiem obligatoryjnym jest przyjmowanie i doręczanie przesyłek przez co najmniej pięć dni w tygodniu.
RB: Podzielam zdanie pani dyrektor, że utrzymywanie sieci placówek jest nieefektywne i dlatego InPost będzie je zamykał. Nie rozwijamy nawet placówek franczyzowych i partnerskich, bo to też się nie opłaca. Jeśli agent pocztowy po 3-4 miesiącach pracy podsumuje wyniki i okaże się, że ma 100 zł prowizji za sprzedanie usługi pocztowej, to albo podziękuje za współpracę, albo zażąda 2 tys. zł miesięcznej dotacji. Tylko operatorowi powszechnemu opłaca się zapłacić tę sumę, bo inaczej musiałby utrzymywać placówkę generującą 15 tys. zł strat. Żaden z operatorów prywatnych tej kwoty nie może udźwignąć.
InPost podstawowe usługi pocztowe chce świadczyć za pośrednictwem automatów. Pierwszym krokiem jest paczkomat, kolejnym będzie automatyzacja awizacji i nadawanie przesyłek listowych. Nie chcemy sprzedawać kredytów w banku pocztowym, bo go nie mamy. Nie chcemy sprzedawać ubezpieczeń, bo nie mamy towarzystwa ubezpieczeniowego. Chcemy doręczać listy i paczki. Do tego wystarczy urządzenie automatyczne. Ten kierunek rozwoju forsuje Bruksela, chce, aby operatorzy narodowi placówki zastępowali urządzeniami, które umożliwią klientowi dostęp do usług podstawowych. To jest alternatywa dla nierentownych placówek PP. To duża inwestycja, ale per saldo – biorąc pod uwagę dostępność, małą liczbę operacji i stałe koszty – bardzo szybko się zwróci. Likwidacja placówek powinna poprawić wyniki finansowe, bo sieć generuje bardzo duże koszty, a poziom obsługi placówek agencyjnych jest bardzo zły. Do tego dochodzi ryzyko związane z siecią agencyjną, jakim jest kradzież pieniędzy. Po co się uwsteczniać i robić coś, co nie będzie zyskowne. Na świecie likwiduje się placówki – jeżeli tylko można – i stawia się automaty.
AK: Rozumiem, że automaty służą doręczaniu paczek.
RB: Można również nadawać przesyłki. Za nadawanie jest przedpłata za pomocą sms-a, przelewu, karty, a za odbiór płaci się kartą lub gotówką.
AK: Jeśli nie będziemy musieli utrzymywać punktów i sieci dostępu na danym terenie, to być może automaty stanowią przyszłość również i dla operatorów wyznaczonych. Musiałaby się jednak zmienić formuła usługi powszechnej. A i tak z paczko matów korzystaliby tylko masowi klienci, bo nie wyobrażam sobie, żeby indywidualni przedpłacali na konto.
RB: Poczta szwajcarska czy belgijska przyjmują zapłaty za przesyłkę sms- -em. Te metody popularyzują się, ale oczywiście nie jest to usługa dla wszystkich. Zależy nam na klientach, którzy są wyedukowani w zakresie płatności internetowych, sms-owych, dla których taka usługa jest wygodna. Jeśli do niej się przekonają, to będzie duży sukces.
AD: Czy jest standaryzacja rozmiarów paczek?
RB: Są trzy podstawowe standardy wymiaru paczki, które umożliwiają wysyłkę większości towarów, którymi się handluje.
AD: Czy PAF widzi paczki jako uzupełnienie przesyłek czy jako kompletnie odrębny rynek?
GI: Obecnie, przy współpracy z siecią kurierską, paczki pocztowe doręczamy na terenie całego kraju. Zdajemy sobie sprawę, że wiele z nich nie może utrzymać się z samych usług pocztowych, musi mieć okołopocztowe. Potrzebne są jeszcze regulacje prawne do tworzenia działalności przy usługach finansowych, jak pobieranie opłaty od klientów indywidualnych. Chcemy stworzyć sieć placówek, bo liczba paczek wtedy wzrasta. Automaty do znaczków, do przyjmowania listów i płatności pokazano w ubiegłym roku na targach w Londynie. Żeby społeczeństwo z nich korzystało musi być odpowiednio wyedukowane. Natomiast sieć placówek jest dla wszystkich, i dla tych, którzy z formy elektronicznej nie skorzystają.
AD: Pomówmy o komercjalizacji Poczty. Spróbujmy najpierw skupić się na pozytywach. Co ona umożliwiła, przy ograniczeniach prawa pocztowego, które nakłada obowiązek świadczenia usług powszechnych?
AK: Nie potrafi ę ocenić, co dała komercjalizacja, bo miała miejsce niedawno, 1 września i zmiany są jeszcze nieodczuwalne. Na pewno teraz łatwiej nam będzie zdobyć środki finansowe np. pod zastaw nieruchomości, których PP ma wiele. Jako przedsiębiorstwo państwowe nie miała możliwości brania kredytów pod ich zastaw, a jako spółka będzie mogła. To może ją uchronić przed utratą płynności finansowej. Jeśli chodzi o system zarządzania, to teraz odpowiedzialność zarządu jest dużo większa niż odpowiedzialność dyrektora generalnego, który był przedtem. Każdy z członków zarządu za swoje decyzje odpowiada majątkiem, więc jest bardziej zobligowany do przewidywania skutków decyzji. Najwięcej jednak zależy od determinacji i wprowadzenia zmian w zakresie organizacji firmy, przepływu informacji wewnętrznych i zakreślenia odpowiedzialności na wszystkich szczeblach, co łatwiejsze jest w spółce.
GI: Mam nadzieję, że komercjalizacja zachęci PP do współpracy z innymi operatorami jeszcze przed uwolnieniem rynku. W innych krajach firmy prywatne współpracują z operatorami narodowymi.
RB: Komercjalizacja niesie za sobą dużą zmianę w mentalności ludzi i zakreśla drogi, jak wejście na giełdę. A to, że część pracowników będzie beneficjentami tej prywatyzacji, zmienia ich spojrzenie na firmę. Będą pracowali nie tylko na spółkę, ale też na siebie. To rzadko zauważalny element, ale zawsze działa w wypadku przekształcenia przedsiębiorstw państwowych. W spółkach zupełnie inna jest motywacja pracowników w zakresie zmian wewnętrznych. To niewątpliwie wzmocni PP. Dostęp do kapitału również powinien wzmocnić Pocztę. Tego jej życzymy, gdyż niedobrze by się stało, żeby kupił ją za grosze zewnętrzny podmiot. Im silniejsza PP, tym silniejszy rynek. Wszyscy na tym skorzystamy.
AD: Czy liberalizacja rynku jest szansą dla operatorów niezależnych? Czy jesteście już na to przygotowani?
GI: Mamy jeszcze trochę czasu na przygotowanie się do pełnej liberalizacji, nie tylko pod kątem przesyłania przesyłek poniżej 50 g, ale pod kontem wejścia konkurencji. Na pewno będzie większa, a jak będzie wyglądała, to zależy od tego, jak będzie zmodyfikowane prawo pocztowe.
Będziemy musieli walczyć o klienta, który będzie miał jeszcze większe wymagania, ale liczba przesyłek wzrośnie, bo nie będziemy mieć ograniczeń powyżej 50 g. Chcielibyśmy, żeby liberalizacja nastąpiła wcześniej.
AD: A kogo Pan widzi jako nową konkurencję, jeśli stworzenie infrastruktury jest tak kosztowne?
GI: Na pewno będą to inni operatorzy krajowi, ale również La Post czy Deutsche Post, które zainteresowane są naszym rynkiem i zapewne będą o niego walczyć poprzez zakup udziałów PP, czy też stworzenie własnych placówek. Konkurencja na pewno będzie dużo większa.
RB: Dla nas liberalizacja jest szansą na działanie na bardzo ciekawym rynku. A trzeba pamiętać, że rynek usług pocztowych uwolni się w całej Europie i być może o Polsce wszyscy zapomną. Hiszpania, Grecja czy Bułgaria mogą się okazać bardziej atrakcyjne od Polski. Bo jeśli PP się wzmocni, to może nie będzie opłacało się w nią inwestować.
AD: W wielu krajach gęstość populacji czy procent urbanizacji są o wiele bardziej atrakcyjne niż w Polsce. A jak PP patrzy na liberalizację?
AK: Głównie z punktu widzenia likwidacji gwarantowanego i niezawodnego źródła finansowania usługi powszechnej. A takim źródłem jest dotychczas obszar zastrzeżony i biorąc pod uwagę, że to źródło finansowania zostanie zlikwidowane i pozostanie obowiązek w zakresie tej usługi w niezmienionym kształcie, to rodzi się istotne pytanie: Jakie źródła finansowania zostaną zagwarantowane PP? Czy nasz rynek potrafi utrzymać obowiązek pełnienia usługi powszechnej przez PP?
Większość bogatych krajów chce finansować tę usługę z dotacji budżetowych. Ale polskie warunki budżetowe są inne. A jeśli nie budżet, to trzeba uruchomić inne źródła finansowania. W tym zakresie Europa nie ma doświadczenia. Żadne mechanizmy, poza dofinansowaniem z budżetu, nie funkcjonowały.
PP mogłaby się zmierzyć z innymi operatorami, gdyby wszystkich obowiązywały te same zasady. A tu z jednej strony jest obowiązek świadczenia usług, a z drugiej swobodna forma funkcjonowania. Operatorzy alternatywni będą musieli sięgnąć do własnych kieszeni i współuczestniczyć w kosztach netto usługi powszechnej. Utrzymanie rozległej sieci kosztuje. To jest problem państwa, bo ono nałożyło na PP obowiązek jej świadczenia. Nie jest ważne, czy w przyszłości będzie to robiła PP czy inny operator, na którego zostaną nałożone te same obowiązki.
A więc, co będzie z usługą powszechną na w pełni zliberalizowanym rynku? Europa powinna postawić sobie pytanie: jak będą funkcjonowały otwierające się europejskie rynki pocztowe, gdy inne zamykają się przed wejściem innych krajów. W Unii klauzula mówi o wzajemności – jeśli mamy możliwość wejść na inny rynek, to musimy otworzyć i swój dla tego kogoś. Poza Europą nie ma takiej praktyki.
AD: Uczestnicząc w pisaniu raportu PWC dla Unii, zastanawiałem się, czy każdy obywatel UE chce usługi powszechnej. Może UE powinna zapytać się, czy naprawdę chce on mieć możliwość wysyłania listów, przekazów, gazet i paczek przez pięć dni w tygodniu? Czy za tę możliwość chce płacić?
GI: Dyrektywa unijna bardzo mocno podkreśla, że koszt netto musi się zerować. Operator nie może dopłacać do biznesu, nawet z innej działalności. Przewiduje się, że na usługi pozamiejskie powinny być przeznaczone pieniądze pochodzące z usług pocztowych. Ale, czy klienci na terenach wiejskich oczekują usługi przez pięć dni w tygodniu?
Myślę, że nie, tym bardziej że tej usługi nie dostają już teraz. Może wystarczy tylko raz w tygodniu? Po liberalizacji wyznaczony operator będzie musiał pilnować kosztów, a za usługę będą musieli płacić wszyscy.
RB: Rzeczywiście, kwestia uregulowania usługi jest kluczowa, po to żeby zakończyć dyskusje pokrzywdzonej PP, która musi, a nie chce, bo to generuje straty, a z drugiej strony operatorów prywatnych, którzy nie muszą i zarabiają. Im szybciej będzie to doprecyzowane i zostanie osiągnięty kompromis, tym lepiej.
Niezależnie od tego, co wymyślą prawnicy w Brukseli, powinno się to odbywać na drodze konsultacji z sektorem prywatnym i skomercjalizowanym. Tylko w takich warunkach jest możliwe osiągnięcie kompromisu.
AD: Unia i rząd polski muszą zdefiniować obszary usług pocztowych. Jest cały obszar usług, które muszą być świadczone przez poczty narodowe, a klient ich nie chce. Jeśli nikt nie chce, to po co ma to ktoś gwarantować. Powinniśmy zdefiniować, za co klient chce płacić oraz, gdzie jest konkurencja, a gdzie jej nie ma, ze względu na brak zysku i wtedy prywatne firmy się w to nie bawią. Trzeba też określić, jak można dopłacić firmom zgłaszającym gotowość świadczenia usługi powszechnej.
AK: Wiele krajów rezygnuje z gotowości do świadczenia usług powszechnych, zwłaszcza na rynkach telekomunikacyjnych. W wypadku tych usług nie kładzie się światłowodów na terenie całego kraju, bo może kiedyś zgłosi się klient. A my mamy zapewnić wszystkim dostępność, w ramach tzw. gotowości. To jest bardzo kosztowne.
Całość przeczytasz w numerze 43/2009
Zamów prenumeratę Polskiej Gazety Transportowej już dziś! Kliknj na ten tekst!
|







